Niusy ;)

TRANSLATE THIS BLOG!


niedziela, 20 grudnia 2009

Londyn walczy z zimą!

W tym roku Londyn nie poddał się okrutnej zimie! Tym razem parę okrutnych płatków śniegu nie sparaliżowało komunikacji miejskiej. Miasto stoczyło ciężką walkę z kilkoma centymetrami morderczego białego puchu i wygrało ją. Pociągi bez problemu pokonywały zmarznięte to granic możliwości (kilka stopni na minusie) tory. Lodowiska na ulicach zostały unicestwione grubą warstwą soli i piasku.

Ale to w Londynie. Moja wieś natomiast... Co tu dużo pisać? Chigwell i Hainault to jedno wielkie lodowisko. Do domu spod stacji metra przy dobrym rozbiegu mogę dojechać na jednym ślizgu. Nikt, ale to nikt nie pofatygował się, żeby zgarnąć jeszcze świeży śnieg z ulic czy chodników. Biała warstewka szybko się ubiła, wyślizgała, lekko podtopiła i zamarzła z powrotem tworząc wspaniałą, gładką powierzchnię idealną do jazdy na łyżwach.
Oczywiście, ten błąd można łatwo naprawić posypując szklankę wspomnianą już wcześniej solą bądź piaskiem. Ale po co? Najwidoczniej ktoś, kto zajmuje się stanem dróg postanowił sprawić mieszkańcom świąteczną niespodziankę. Dzieci i emeryci mają teraz niebywałą frajdę. Mogą ślizgać się do woli.Przecież śnieg i ślizgawki to w Anglii rzadkość.

A zaśnieżone palmy wyglądają naprawdę uroczo ;)



wtorek, 17 listopada 2009

Windows nie do umycia

Witajcie. Tu Wasza wierna i niezłomna reporterka Małgorzata. Dzisiaj cudem udało mi się uciec śmierci! Wszystko to za sprawą windows'ów. Nie, nie okien - okna to my mamy w Polsce.
Jako, że w Anglii święta trwają pełną parą (reklamy, świąteczna muzyka w radio, pięknie ustrojone supermarkety i (o zgrozo!) co niektóre domy.
Wracając jednak do window'sów. Idą święta, więc przydało by się je umyć - jak polska tradycja nakazuje ;)

Wzięłam więc Metro w jedną dłoń, płyn do mycia szyb i ruszyłam hardo do dzieła. No i tu napotykam problem. Okienka od wewnątrz już lśnią, ale... co z zewnętrzną stroną?! Jak i nie można być "prawie w ciąży" tak i nie można zostawić windows'ów prawie umytych! Ale co tu zrobić kiedy owe windows'y otwierają się na zewnątrz i nie sposób do nich dotrzeć?
Owszem, mieszkając na parterze, i to jeszcze niskim parterze można po prostu wyjść na zewnątrz. Mieszkając na  piętrze można sięgnąć drabiną, o ile ktoś ją oczywiście posiada.
Co jednak zrobić kiedy mieszka się na w wieżowcu, albo mając pod oknem spadzisty daszek? Można albo siąść i płakać, albo być Małgorzatą ;)
Rozsiadłam się wygodnie z pozycji pół na pół między domem a ogrodem. Pokonując ból powodowany wbijającymi się metalowymi częściami okna w wiadomą część ciała zabrałam się do roboty. Z zapałem ścierałam wszelkie ptasie niespodzianki (jak one to zrobiły?!) jak i również zwyczajne okienne brudy. Oczywiście nie wszystko było takie kolorowe i cukierkowe. Parę razy straciłam równowagę i balansowałam w najlepsze na ramie okiennej. Na szczęście moje diabły były blisko gotowe do pomocy. Tak więc jestem tu teraz i mogę wypełniać swój reporterski obowiązek.
Trzymajcie się ramy!

niedziela, 25 października 2009

...Pośród krów szumiących i baranów grzmiących...



Witam! To znowu ja - Wasza wierna i niezłomna reporterka Małgorzata.
Jestem pewna, że z niecierpliwością czekaliście na nową relację... i oto jest! Wypasiona niczym krowy, osły i kozy z farmy w Chigwell! Karmiona świeżą trawą i soczystymi epitetami.
Kilka dni temu, mimo że pogoda nie zachęcała zbytnio do spacerów postanowiłam wybrać się do parku. Idę ja sobie po chrupiących jesiennych liściach, obmyślając kolejny złoty biznes, kiedy rozważania moje przerwało muczenie. Wypasione przestrzenne muczenie stereo. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok... Bezczelny baran wpatrywał we mnie swoje ślepia!
"Co za diabeł?!" pomyślałam sobie. Rozejrzałam się wokół z przestrachem zauważyłam więcej kolorowych oczek! Krowy, świnki, kozy, osły - wszystko patrzało właśnie na mnie! Ładny mi to Londyn! Wzięłam kilka głębszych wdechów, kołaczące serce zaczęło bić w normalnym rytmie, zwierzątka spokojnie wzięły się za podgryzanie trawy i innych specjałów zwierzęcej kuchni angielskiej.
A ja? A ja tymczasem zaczęłam robić zdjęcia. Niestety, nikt z mieszkańców farmy nie miał nastroju na sesje fotograficzne. Jedynie osiołek dał się namówić. A mówią, że osły są uparte!